English
Strona główna serwisu arrow Encyklopedia arrow Medycyna arrow HISTORIA BEZDECHU
HISTORIA BEZDECHU Utwórz PDF Drukuj

Polskie określenie „bezdech” jest niemal dosłownym tłumaczeniem oryginalnego greckiego słowa a-pnoia czyli „bez oddechu”. W swym pierwotnym znaczeniu nie odnosi się ono w żaden sposób do wody, jednak we współczesnej terminologii używa się go często w powiązaniu ze sportem zwanym po angielsku „freediving” czyli nurkowaniu (zanurzeniu) pod wodą na wstrzymanym oddechu (bez pomocy oddychania). Freediving to sport skodyfikowany, podzielony na ściśle określone kategorie, w których odnotowuje się różnego rodzaju rekordy. Jak w każdym sporcie istnieje tu grupa championów, mistrzów nurkujących na najwyższych światowym poziomie, a także tysiące entuzjastów, którzy uprawiają tę dyscyplinę dla czystej przyjemności. Początki historii tego sportu nikną w mrokach czasu, opisując więc jego pradzieje, musimy opierać się na opowieściach i legendach przekazywanych ustnie z pokolenia na pokolenie. Nie jest to jednak historia przypadkowa.

Nurkowanie na bezdechu w stopniu większym niż jakikolwiek inny sport korzysta z atawistycznych odruchów rodzaju ludzkiego. Wystarczy powiedzieć, że płyn owodniowy, w którym rozwija się ludzki płód, ma skład bardzo zbliżony do wody morskiej; co więcej, jeśli tuż po narodzeniu zanurzymy dziecko w wodzie, zacznie instynktownie pływać żabką i będzie w stanie wstrzymać oddech na czterdzieści sekund. Dziecko zachowa tę umiejętność do czasu, gdy nauczy się chodzić. W przypadku poszczególnych jednostek odruchy te zostają zapomniane ze względu na dominację pozycji wyprostowanej, lecz w zbiorowej pamięci ludzkości – a tym samym w historii – praktyka nurkowania na bezdechu pozostawiła niezatarte ślady: legendy, mity i przekazy sięgające aż do wyczynów współczesnych nam atletów, którzy nie tylko zapisali nowe, fascynujące stronice w historii tego sportu, ale także dokonali rewolucyjnych przemian w teoriach dotyczących ludzkiej fizjologii. Każdy nurek bezdechowy zna zapewne słynne słowa francuskiego lekarza Cabarrou, który, na pytanie czy człowiek może zejść na głębokość większą niż 50 metrów, odpowiedział „il s’ecrase, donc, si rompe” (zostanie zgnieciony, dlatego pęknie). Działo się to jednak przed rokiem 1962, kiedy to Enzo Maiorca pokonał w Ustica tę słynną barierę: zanurkował na głębokość 51 metrów i powrócił na powierzchnię cały i zdrowy.

Historia rekordów świata to także historia bezdechu: każdy atleta, który przekroczył granice ustalone przez swych poprzedników, otwierał tym samym drzwi do rozwoju nowych technik nurkowania i przyczyniał się do postępów systemu szkolenia, dzięki czemu grono mistrzów i rekordzistów powiększało się o kolejnych, nowych zawodników.

POCZĄTKI BEZDECHU: OD MITU DO HISTORII

W społecznościach zamieszkujących brzegi jezior i mórz nurkowanie na wstrzymanym oddechu było umiejętnością zrodzoną z potrzeby zdobywania pożywienia zalegającego na dnie. Najstarsze dowody na to, że ludzie od wieków nurkowali na bezdechu, odnalezione zostały na wybrzeżu Morza Bałtyckiego, gdzie w okresie od 8000 do 5000 lat przed naszą erą istniała cywilizacja określana duńskim słowem Kojkkenmodinger, zwana także cywilizacją „zjadaczy małży”. Paleontolodzy ukuli tę nazwę po tym, gdy odkryli w pobliżu osad ludu Kojkkenmodinger wielkie złoża skamieniałych skorup; świadectwo faktu, że cywilizacja ta dysponowała wiedzą i praktycznymi umiejętnościami, które pozwalały im nurkować w wodzie i zbierać małże z morskiego dnia.

Podczas wykopalisk prowadzonych Mezopotamii, w widłach rzek Eufrat i Tygrys, gdzie istniała niegdyś potężna cywilizacja (4500 lat p.n.e.), a także na terenach objętych władzą szóstej dynastii egipskiej (3200 lat p.n.e.), odkryto resztki licznych przedmiotów wykonanych z masy perłowej – materiału, który można znaleźć tylko na dnie morza.

Nurkowanie na bezdechu było praktykowane przez członków wszystkich kultur zamieszkujących basen Morza Śródziemnego, o czym świadczą zarówno znaleziska archeologiczne z tamtego okresu, jak i zapisy obecne w literaturze greckiej i łacińskiej. W wielu starożytnych pismach można znaleźć wzmianki o handlu purpurą, cennym barwnikiem używanym do farbowania szat królów i cesarzy (później także kardynałów). Ten królewski barwnik uzyskuje się z gruczołów rozkolców Murex brandaris lub Bolinus brandaris, czyli brzuchonogich mięczaków żyjących na dnie Morza Śródziemnego, a więc dostępnych tylko dla nurków bezdechowych.

O tym, że nurkowanie na bezdechu było częścią codziennego życia mieszkańców basenu Morza Śródziemnego, świadczą liczne mity i legendy, które zachowały się do naszych czasów.

 Mitologiczna postać, którą można uznać za prehistoryczny wzór nurka bezdechowego to z pewnością Glaukos, „zielony marynarz”. Postać ta należy do mitologii cywilizacji minojskiej, która rozwinęła się na greckiej wyspie Kreta. Okres świetności tej cywilizacji przypada na lata 2000 do 1570 r. p.n.e., kiedy to Kreta władała wielkim obszarem Morza Śródziemnego.

Według minojskich podań i mitów, Glaukos był synem Minosa, króla Krety, i Pazyfae, „tej, która oświeca wszystko”. Mały Glaukos wpadł do dzbana z miodem i utopił się. Do życia przywrócił go wieszcz Polido, wykorzystując moc magicznej rośliny.

Mit zawędrował do Grecji, lecz podczas tej „wędrówki” jego treść uległa radykalnej zmianie. Glaukos, który początkowo był zwykłym rybakiem, stał się bogiem wybrzeża, dzięki magicznemu ziołu, wskrzeszającemu martwe ryby. Co roku opuszczał swój dom i odwiedzał greckie porty, by udzielać odpowiedzi na różne pytania nurtujące ludzi morza. Niestety, nie miał szczęścia w miłości: zakochał się w nimfie Scylli i zwrócił się o pomoc do Kirke. Jak się okazało, był to poważny błąd, gdyż Kirke sama kochała się w Glaukosie i z zazdrości zamieniła Scyllę w morskiego potwora, który strzegł Ariadny porzuconej przez Tezeusza na wyspie Naksos, później zaś wykradzionej przez Dionizosa…

Postać boga wybrzeża można odnaleźć w wielu znanych dziełach literackich: w Metamorfozach Owidiusza, w Boskiej komedii Dantego (Raj, pieśń I, 68), a także w bardziej współczesnych utworach takich jak tragedia Glaukos autorstwa Luigi Ercole Morselli czy też Alkyone Gabriell D’Annunzio. Każdy artysta przedstawia Glaukosa w stylu typowym dla swoich czasów, wszyscy jednak są równie mocno zafascynowani postacią człowieka, który żył pod wodą.

 Obraz tego samego boga znajdziemy na mozaice zachowanej niedaleko paryskiego „Gabinetu medali”, gdzie przedstawiony jest jako morski centaur, stworzenie szczególnie często kojarzone z imieniem Glaukosa. W ikonografii bóg ten często mylony jest z trytonami i Proteuszem. Dlatego też nie wiadomo do końca, czy olbrzymie popiersie przedstawiające boga morza, które można oglądać w Muzeum Watykańskim, to wizerunek Glaukosa.

Postać Glaukosa jest ciekawa także z tego względu, że w innej wersji mitu ginie on w morzu. Według tej opowieści Posejdon tak zachwycił się jednym z jego niezwykłych nurkowań, że zamiast wysłać go z powrotem na powierzchnię, przyjął go do swego dworu, między najady i syreny. Gdy ciało Glaukosa wypłynęło w końcu na powierzchnię, pokryte było wodorstami i małżami, a jego broda miała kolor morza.

 Artystyczne przedstawienie Glaukosa to tylko część mitu, jednak wizerunek utrwalony na miedzianym reliefie z Babilonii, powstałym w 1885 r. p.n.e., odwzorowuje bardzo szczegółowo codzienne życie rybaków z tamtego okresu. Płaskorzeźba ukazuje mężczyznę oddychającego pod wodą powietrzem z butli przymocowanej do jego piersi i połączonej z jego ustami za pomocą cienkiej rurki, którą nurek ściska mocno między wargami. Jest to przykład jednego z wielu opisów „proto-akwalungów”, które przekazali nam starożytni.

Opisując wojnę grecko-perską, grecki historyk Herodot wspomina o rybaku Scylli i jego córce Cyanie, którzy ciemną nocą 480 roku p.n.e. przepłynęli pod wodą i przecięli cumy perskich okrętów oblegających Ateny. Statki perskiego króla Kserksesa, gnane północnym wiatrem, rozbiły się na pobliskich skałach.

Inny ateński historyk, Tukidydes, pisze, że w 415 r. p.n.e., podczas oblężenia Syrakuz, ateńscy nurkowie przepiłowali zaostrzone pale wbite w dno, które nie pozwalały ateńskim okrętom wpłynąć do zatoki.

Filozof Arystoteles w dość podobnej historii wspomina o nurkujących Grekach, którzy zniszczyli barykady portu w Tyrze. Wyjaśnia, że by przebywać dłużej pod wodą, ci przodkowie współczesnych płetwonurków używali lebeta: prawdopodobnie był to rodzaj ustnika połączonego za pomocą rurki ze szczelnie zamkniętą butlą.

Arytoteles, który zawsze był uważnym obserwatorem różnych zjawisk przyrodniczych, opowiada o powszechnych problemach, które nawet dziś dokuczają płetwonurkom (ból w uszach, krwawienie z nosa etc.), wspomina również o „odwróconym do góry dnem, uszczelnionym garnku, w którym człowiek trzyma głowę”.

Bohaterem innej legendy jest najsłynniejszy uczeń Arystotelesa, macedoński król Aleksander Wielki. Według tejże legendy Aleksander postanowił zbadać dno morza (jako pierwszy człowiek w historii) i kazał opuścić się na głębię w czymś, co można opisać jako beczkę wykonaną na miarę. Z dalszej części tej bajkowej historii (bo w takich kategoriach należy ją traktować) możemy się dowiedzieć, że po powrocie na powierzchnię Aleksander Wielki opisał spotkanie z wielkim morskim potworem, który pływał przed nim przez trzy dni i trzy noce.

 W czwartym wieku przed naszą erą Rzymianie stworzyli pierwsze prawdziwe podwodne komanda, które nosiły nazwę urinatores (od łacińskiego czasownika znaczącego „schodzić pod wodę”). Oddziały te wykonywały różne zadania, między innymi uwalniały kotwice, które utknęły w dnie, czy też rozbierały podwodne barykady i zasieki.

Właśnie o dokonaniach urinatores opowiada pewien ustny przekaz (nigdy nie utrwalony na piśmie), dotyczący wyspy Mozia (obecnie San Pantaleo), ostatniego punickiego bastionu, który stał na drodze do podboju Sycylii. Mozia otoczona była pasem stosunkowo płytkiej wody zwanej lo stagnone (wielki staw), broniło jej zaś trzynaście kartagińskich tryrem, które Rzymianie próbowali zniszczyć z lądu, przy pomocy katapult. Jednak gdy tylko rozpoczynał się atak, tryremy podnosiły kotwicę i wypływały na otwarte morze przez obszar głębszej wody na wschodnim krańcu stagnone, unikając w ten sposób zagrożenia ze strony katapult. Scenariusz ten powtarzał się wiele razy, a mieszkańcy wyspy Mozia przez długi czas opierali się zakusom Rzymian, aż w końcu oddział urinatores, pracujących pod wodą pod osłoną nocy, zablokował kanał, przez który tryremy wypływały na otwarte morze, wbijając w dno szereg wielkich, zaostrzonych pali. Kartagińskie okręty uderzyły w te pale i zatonęły. Jak głosi przekaz sprzed wielu wieków, wszystkie tryremy spoczęły w mule, który miał w tym miejscu wiele metrów głębokości.

Niedawno pewien płetwonurek zbadał to miejsce tuż po gwałtownej burzy i odkrył jedną z zatopionych tryrem. Okręt został wydobyty i obecnie stoi na podwórzu szkoły w Marsali.

Kleopatra, ostatnia królowa Egiptu (69-30 p.n.e), korzystając z pomocy nurków spłatała psikusa swemu gościowi, którym był nie kto inny, jak jej kochanek Marek Antoniusz, zapalony wędkarz. Kryjąc się pod wodą i wykonując instrukcje cesarzowej, nurkowie przymocowali do haczyka wędki Marka Antoniusza skamieniałą rybę.

Rzymski historyk Tytus Liwiusz (59 r. p.n.e. – 17 r. n.e.) pisze, że podczas panowania macedońskiego króla Perseusza (212 – 166 r. p.n.e.) nurkowie wydobywali z wraków okrętów ogromne skarby. Zgodnie z prawem Rodos nurkowie ci otrzymywali część skarbu proporcjonalną nie tylko do jego wartości, ale i do ryzyka, jakie podejmowali: ktoś, kto nurkował na głębokość szesnastu cubitów (niewiele ponad siedem metrów), zabierał połowę łupu.

Choć skupiamy się tutaj na licznych i wciąż doskonale widocznych śladach praktyk nurkowych pochodzących z bardzo odległych czasów (wystarczy wybrać się do greckiej wioski zamieszkanej przez poławiaczy gąbek, by ujrzeć na własne oczy starożytne techniki nurkowania), musimy pamiętać, że techniki te stosowane były (i nadal są) pod wszystkimi szerokościami geograficznymi.

Świat jest wielki, a morze jeszcze większe; nikt nie jest w stanie zliczyć wysp i ludów, dla których bliski kontakt z morzem jest sposobem na życie, źródłem utrzymania i przyjemności zarazem. Należy tu wymienić przede wszystkim rybaków z Polinezji, ale także poławiaczy pereł z Indii, Jemenu i Zatoki Perskiej. W hiszpańskich kronikach opisujących podbój Ameryki znajdziemy także opowieści o zdumiewających umiejętnościach nurkowych mieszkańców Antyli, którzy wydobywali skarby z zatopionych galeonów.

 Nawet w dzisiejszych czasach niezwykły podziw budzą umiejętności japońskich i koreańskich Ama, które zarabiają na życie stosując od ponad dwóch tysięcy lat tę samą technikę połowu owoców morza. Są to wyłącznie kobiety, podzielone na trzy grupy według wieku i umiejętności nurkowania. Kobiety między 17 i 50 rokiem życia pływają osiem do dziesięciu godzin w wodzie o temperaturze, która rzadko przekracza dziesięć stopni Celsjusza. Zwykle mają na sobie tylko małą przepaskę biodrową i siatkę, umocowaną między pasem i szyją, do której wkładają połów. Dawniej zbierały perłopławy, teraz poławiają również skorupiaki i mięczaki, takie jak awabi (podobne do europejskich uchowców – Halliotis lamellose – choć znacznie od nich większe).

W miarę upływu czasu historia nurkowania na bezdechu w coraz większym stopniu wiązała się z historią akwalungu: człowiek zawsze próbował pokonać ograniczenia związane z oddychaniem przy pomocy różnego rodzaju urządzeń. Naukowcy i wynalazcy nieustannie doskonalili te urządzenia i zwiększali ich wydajność, dzięki czemu człowiek coraz dłużej mógł przebywać na dnie morza.

Jednym z pierwszych i chyba najbardziej znanych projektów sprzętu do nurkowania był projekt autorstwa Leonardo Da Vinci (1452-1519). Sporządzone przez niego rysunki przedstawiają ustnik identyczny niemal z tymi, których używa się współcześnie, rękawice z błoną pławną oraz skafander nurkowy przypominający współczesny akwalung. W kolejnych stuleciach, dzięki rozwojowi techniki, nurkowanie z akwalungiem przyćmiło nurkowanie na bezdechu. Dopiero w dwudziestym wieku tradycyjne, bezdechowe nurkowanie wróciło do łask.

Nim zajmiemy się współczesnością, a więc czasami, w których ogromna liczba ludzi nurkuje w stosunkowo bezpiecznych warunkach, powinniśmy przejrzeć pokrótce historię nurkowania głębinowego na bezdechu, czyli także historię rekordów.

By wrócić do początków nurkowania głębinowego na bezdechu, musimy cofnąć się o niemal sto lat. Znajdujemy się na Morzu Egejskim, a dokładniej rzecz biorąc na greckiej wyspie Simi. Nasz bohater to poławiacz gąbek, Haggi Statti. Ten grecki rybak zapewne nigdy nie przypuszczał, że jego nazwisko stanie się prawdziwą legendą, punktem zwrotnym w historii nurkowania na bezdechu. Jest rok 1913. Haggi Statti ma 35 lat, kiedy zostaje zaproszony na pokład Regina Margherita, okrętu włoskiej marynarki wojennej, zakotwiczonego w zatoce Picadia, przy wyspie Karpatos. Ma za zadanie wydobyć kotwicę statku, która utknęła na dnie morza, na głębokości siedemdziesięciu pięciu metrów. W zamian prosi o niewielką kwotę i pozwolenie na łowienie ryb przy pomocy materiałów wybuchowych (okropna praktyka, która sieje zniszczenie na dnie morza).

Lekarz okrętowy oraz lekarz główny, Giuseppe Musengo, nie do końca wierzyli w niezwykłe umiejętności Haggi Stattiego. Statti rzeczywiście nie wyglądał na supermana: był chudy i słabo umięśniony (przy wzroście 175 centymetrów ważył tylko 60 kilogramów), miał podwyższone tętno (między 80 a 90 uderzeń na minutę), rozedmę lewego płuca i dziurę w jednym bębenku (drugiego bębenka nie miał w ogóle). Jednak, co najbardziej zdumiewające, gdy przebywał poza wodą, nie potrafił wstrzymać oddechu dłużej niż przez minutę.

Niemniej jednak wszyscy okoliczni mieszkańcy twierdzili, że Haggi Statti potrafi przebywać przez wodą nawet siedem minut, i że wiele już razy docierał do dna położonego na głębokości stu metrów. Pomagał sobie przy tym ciężkim kamieniem, który ciągnął go w dół, wracał zaś na powierzchnię podciągając się na linie przymocowanej do tego właśnie kamienia.

W końcu Haggi Statti zaskoczył wszystkich niedowiarków. Po kilku dniach poszukiwań, prowadzonych na głębokości 60 do 80 metrów, odnalazł kotwicę Regina Margherita, wracając z głębokości 76 metrów po zanurzeniu trwającym około trzech minut.

Zeznania wszystkich świadków, drobiazgowe raporty medyczne oraz potwierdzenie prawdziwości tego wydarzenia można znaleźć w archiwach Muzeum Historycznego Włoskiej Marynarki Wojennej w Rzymie.

Doktor Musengo, pełen podziwu i zdumienia, pisał wówczas: „Statti wracał z każdego nurkowania o własnych siłach. Zawsze miał jeszcze dość energii, by wskoczyć samodzielnie do łódki i potrząsając głową oczyścić z wody uszy i nos. Jest w stanie dotrzeć na głębokość 110 metrów, a także przebywać na głębokości 30 metrów przez około siedem minut”.

W 1912 roku, rok przed tym, jak Statti dokonał swego niezwykłego wyczynu, urodził się pewien Węgier, który później uzyskał obywatelstwo włoskie i ustalił pierwszy oficjalny rekord freedivingu: był to Raimondo Bucher.

Kiedy w 1949 roku Bucher oświadczył, że zabierze ze sobą na dno morza, na głębokość 30 metrów, pergamin zamknięty w metalowym cylindrze, który przekaże, niczym pałeczkę w sztafecie, nurkowi stojącemu na dnie, naukowcy stwierdzili, że ten szalony kapitan lotnictwa z pewnością zginie, zmiażdżony potężnym ciśnieniem wody. Według ówczesnej medycyny fizjologiczne zmiany zachodzące w organizmie podczas zanurzenia można było precyzyjnie określić przy pomocy prawa Boyle’a ( pv = const., objętość masy gazu jest odwrotnie proporcjonalna do jego ciśnienia).

W owym czasie nikt jeszcze nie słyszał o zjawisku blood shift/centralizacji krążenia (zwanym inaczej haemo-compensation/hemokompensacji lub pulmonary filling/napełnianie/wypełnianie płuc): powietrze wypełniające płuca, które jest ściśliwe, zastąpione zostaje cieczą, w tym wypadku krwią, która jest nieściśliwa.

Mimo ostrzeżeń i wątpliwości autorytetów medycznych, Bucher osiągnął to, co zamierzał, i został pierwszym rekordzistą świata w nurkowaniu głębinowym. Później przyznał, że zszedł na tę głębokość ze względu na zakład (założył się, że tego dokona, z tym samym nurkiem, który czekał na niego na dnie). Wygrał dzięki temu pięćdziesiąt tysięcy lirów, co w 1949 roku było znaczną sumą.

Wygrany zakład Buchera dał początek długiej serii rekordów w kategorii „zmienny balast”, w której nurek może podczas zanurzenia korzystać z balastu o dowolnym ciężarze. Podczas wynurzenia może trzymać się wypełnionego powietrzem balonu.

Bucher pozostawał rekordzistą świata przez dwa lata, do roku 1951, kiedy to dwaj inni nurkowie, Ennio Falco i Alberto Novelli zeszli na głębokość 35 metrów (podobnie jak w przypadku Buchera działo się to w okolicach Neapolu). Bucher już w następnym, 1953 roku, odzyskał tytuł mistrza świata, nurkując na 39 metrów. W owym czasie pojawiły się pierwsze wodoszczelne kamery filmowe, a rekordowe, trzydziestodziewięciometrowe nurkowanie Buchera jako pierwszy tego typu wyczyn został utrwalony na filmie.

Warto wspomnieć tu o sprzęcie, jakiego używał Raimondo Bucher. Jego fajka wykonana była z kawałka rurki gazowej. Prymitywna maska miała bardzo dużą objętość wewnętrzną, a pierwsze kłopoty z kompensacją pojawiały się już na głębokości dziesięciu metrów. Nie lepsze były płetwy, wykonane z bardzo miękkiej gumy, które zapewniały mu żałosne wręcz osiągi. Co więcej, płetwy w tamtych czasach były bardzo małe – często widywało się nurków korzystających z płetw niewiele dłuższych od ich stóp.

 W 1956 roku na scenę powrócili Falco i Novelli, którzy zanurkowali w Rapello na głębokość 41 metrów. Po przerwie trwającej aż cztery lata z Brazylii nadeszła wieść, że niejaki Americo Santarelli zszedł w Rio de Janeiro na 43 metry. Wkrótce okazało się, że rok 1960 jest rokiem wielu rekordów: Santarelli przyjechał do Włoch i w okolicach przylądka Circeo zanurkował na głębokość 44 metrów.

Wkrótce potem, w Syrakuzach, Enzo Maiorca, który miał zdominować dzieje nurkowania bezdechowego przez następne trzydzieści lat, zszedł na 45 metrów. Americo Santarelli przeniósł się do Santa Margherita Ligure i pobił ten rekord o jeden metr (osiągnął 46 metrów). Niestrudzony Maiorca, który zazwyczaj nurkował w swoich rodzinnych okolicach, wkrótce znów wysforował się na czoło, pokonując Brazylijczyka o następne trzy metry (49 metrów). Potem, w 1961 roku, Enzo po raz pierwszy dotarł do magicznej bariery pięćdziesięciu metrów.

Następnego roku w Ustica bez trudu przekroczył tę barierę, schodząc na głębokość 51 metrów i zadając tym samym kłam temu, co twierdziła ówczesna medycyna. Kto wie, o czym myślał Maiorca, kiedy zaczynał to rekordowe nurkowanie, świadom, że ma przeciwko sobie poważne teorie naukowe. W takich sytuacjach objawia się prawdziwa wielkość człowieka.

Americo Santarelli zrezygnował ze współzawodnictwa, a Maiorca, pozbawiony przeciwników, w sierpniu 1964 roku zanurkował w Syrakuzach na 53 metry, a w lipcu następnego roku, w Acireale, pobił ten rekord o kolejny metr. Okazało się jednak, że Maiorca mógł cieszyć spokojem tylko przez rok: w 1965 roku na horyzoncie pojawili się trzej nowi przeciwnicy, Teteke Williams, Robert Croft i Jacques Mayol.

Pewien ówczesny dziennikarz stwierdził, że ci trzej atleci spadli na Maiorcę jak grom z jasnego nieba – pierwszy był niczym trzask pioruna, drugi niczym rozszalała burza, trzeci zaś jak niepowstrzymana nawałnica.

Do tego czasu wszystkie rekordy uznawane były oficjalnie przez CMAS (World Confederation of Sub-Aquatic Activities – Światowa konfederacja działań podwodnych). Jednak w tym samym czasie, gdy na scenie pojawili się nowi zawodnicy, CMAS zaostrzyła kryteria: rekord 59 metrów uzyskany przez Williamsa we wrześniu 1965 roku, sześćdziesięciometrowe nurkowanie Mayola wykonane na Bahamach w czerwcu 1966 roku, a także 64 metry Crofta (Floryda, luty 1967) nie zostały oficjalnie uznane przez tę organizację, choć trafiły do annałów freedivingu.

Enzo Maiorca nie zamierzał jednak spoczywać na laurach i w listopadzie 1966 roku, w Syrakuzach, zanurkował na głębokość 62 metrów, w obecności wszystkich wymaganych przepisami CMAS urzędników. Kiedy jakiś czas później Croft zszedł na 64 metry, Maiorca znów ruszył za nim w pościg i we wrześniu 1967 roku, na Kubie, zanurkował na tę samą głębokość.

Najlepsi nurkowie tamtych czasów korzystali z różnych technik. Croft, którego natura obdarzyła imponującą objętością płuc (dziewięć i pół litra!) nurkował bez żadnego sprzętu – bez płetw i maski – a wypływał, wciągając się po linie opustowej. Mayol wprowadził techniki oparte na jodze i medytacji, starając się w ten sposób nadrobić braki w swej posturze, nie przypominającej bynajmniej postury Tarzana.

Głównymi składnikami stylu nurkowania Maiorki, który to styl można określić jako „prosto w błękit”, były poświęcenie i determinacja. Croft, który nie przykładał większej wagi do ustaleń CMAS, ustanawiał kolejne rekordy: w grudniu 1967 roku bez większego trudu osiągnął na Florydzie głębokość 67 metrów. Jednak zaledwie miesiąc później, także na Florydzie, Jacques Mayol, urodzony w Szanghaju Francuz, zszedł na 70 metrów.

W sierpniu 1968 roku Amerykanin odpowiedział świetnym wynikiem 73 metrów. Z punktu widzenia CMAS były to daremne wysiłki: organizacja nie uznała żadnego z tych rekordów. Wkrótce Croft zmuszony był zrezygnować z rywalizacji ze względu na rozedmę płuc.

Enzo Maiorca miał jednak nadal dość motywacji, by zanurkować na 72 metry, a zaledwie rok później, także w Ognina, na 74 metry. Minął ledwie miesiąc, nim Mayol zszedł w Japonii na głębokość 75, a potem 76 metrów.

Piątego grudnia 1970 roku, po bardzo poważnej naradzie komisji medycznej CMAS, organizacja ta ogłosiła, że nie będzie już więcej uznawać żadnych rekordów w nurkowaniu bezdechowym. Jednym z powodów tej decyzji było zagrożenia dla płetwonurków tworzących grupy wsparcia podczas bicia rekordów.

Dla CMAS dokonania te były interesujące tylko pod względem naukowym; konfederacja traktowała je tylko i wyłącznie jako doświadczenia, a nie rekordy sportowe. Mayol przyjął ten punkt widzenia. Maiorca początkowo nie chciał mieć z tym nic wspólnego, w końcu jednak i on pogodził się z postanowieniami CMAS.

 Podrażniony ostatnim rekordem Mayola (76 metrów), Maiorca popłynął jeszcze głębiej, na 77 metrów. Potem bił własne rekordy jeszcze dwukrotnie, w sierpniu następnego roku w Ognina (78) metrów i rok później w Genui (80 metrów). Mayol postanowił spróbować sił na rodzinnych terenach swego rywala i w 1973 roku przeniósł się na wyspę Elba, gdzie pokonał Sycylijczyka o całe sześć metrów.

Na reakcję Maiorki nie trzeba było długo czekać. We wrześniu 1974 roku, w Sarrento, dał swojemu rywalowi nauczkę, nurkując na głębokość 87 metrów. Jednak już następnego roku Mayol, który nadal mieszkał na Elbie, popłynął na 92 metry, a trzynaście miesięcy później, 23 listopada osiągnął mityczną głębokość stu jeden metrów.

Rywalizacji tych dwóch nurków w tamtych latach towarzyszyły kontrowersje, które rzucały nienajlepsze światło na dyscyplinę nurkowania bezdechowego. Mayol utrzymywał, że nurkuje nie po to, by bić kolejne rekordy, lecz by prowadzić badania medyczne. Maiorca odpowiadał, że jeśli Mayolowi rzeczywiście chodzi tylko o prowadzenie doświadczeń, to nie musi zabierać ze sobą całego zespołu płetwonurków i lekarzy, ekipy telewizyjnej, fotografów, dziennikarzy, sędziów, oficjeli i sponsorów.

W 1983 roku Mayol dotarł na głębokość 105 metrów, a w 1988 Enzo Maiorca przekroczył wreszcie o metr granicę stu metrów, co stanowiło doskonałe zwieńczenie jego pięknej kariery sportowej.

W ciągu tych trzydziestu lat sprzęt do nurkowania bezdechowego przeszedł znaczącą ewolucję. Maski wypełnione silikonem, który miał zmniejszyć ich objętość wewnętrzną, a tym samym ułatwić kompensację, zostały zastąpione przez szkła kontaktowe.

Przy nurkowaniach na głębokości, jakich sięgają dzisiejsi nurkowie, możliwe są tylko dwa rozwiązania: płynie się z odsłoniętymi oczami (jak robi to większość nurków z Ameryki Południowej) lub używa szkieł kontaktowych. Zrezygnowano również z małych, gumowych płetw na rzecz płetw znacznie dłuższych i wykonanych ze sztywniejszych materiałów. Płetwy używane podczas bicia rekordów przez ostatnie pokolenie nurków osiągają niemal metr długości, a najdroższe modele wykonane są z włókna węglowego. To właśnie dzięki temu nowemu sprzętowi nurkowie poczynili tak nieprawdopodobne postępy, szczególnie w kategorii „stały balast”.

Dyscyplina ta ma również bardzo bogatą i fascynującą historię. W kategorii „stały balast” nurek płynie w dół i w górę tylko i wyłącznie o własnych siłach – nie może dotykać liny opustowej ani zrzucić pasa balastowego, którego używał podczas zanurzenia.

Pierwszym nurkiem który ustalił rekord pięćdziesięciu metrów w tej kategorii był Stefano Makula, Włoch pochodzący z Węgier (podobnie jak Bucher), który w 1978 roku rozpoczął rywalizację z Enzo Maiorcą i dwóją jego uczniów, braćmi Nuccio i Mario Imbesim. W wrześniu 1978 roku Nuccio i Mario zeszli na głębokość 52 metrów, lecz jeszcze w tym samym miesiącu Maiorca zanurkował na 55 metrów. W 1979 roku Makula zrównał się z Maiorcą, choć jeszcze tego samego lata obaj musieli uznać wyższość Enzo Liistro, który osiągnął 56 metrów. W czerwcu 1980 roku Nuccio Imbesi ustalił nowy rekord, 57 metrów.

Minęło szesnaście miesięcy, nim w październiku 1981 roku Makula zanurkował na 58 metrów. Nie był to jednak koniec rywalizacji: w listopadzie tego samego roku Mayol (a któżby inny!) jako pierwszy przekroczył barierę 60 metrów, pokonując ją o równy metr.

Kolejny rok upłynął bez większych wydarzeń na tym polu, jeśli nie liczyć sporadycznych prób Makuly, najpierw w kategorii „stały balast”, a potem „zmienny balast”. Jego osiągnięcia nie zostały jednak oficjalnie uznane, aż do roku 1988, gdy w Gianuttri zanurkował na 102 metry w kategorii „zmienny balast”. Następnego roku, 23 października, w Ponza, Makula padł ofiarą poważnego wypadku podczas próby zejścia na głębokość 110 metrów.

Tymczasem w Europie coraz głośniej mówiło się bardzo dobrym kubańskim nurku bezdechowym, Francisco „Pipinie” Ferrerasie, traktowanym przez wszystkich karaibskich nurków z nabożną niemal czcią. Wkrótce pojawiły się doniesienia, że jesienią 1987 roku Pipin zanurkował na głębokość 67 metrów w kategorii „stały balast”, a w 1988 roku poprawił ten rekord o dwa metry. Wyniki te jednak nigdy nie zostały uznane, gdyż Pipin podczas wynurzenia podciągał się na linie, co było surowo zabronione.

Potem nastąpił bardzo ważny rok w historii freedivingu. Francuz Frank Messegue, nurkując przy wyspie Reunion osiągnął głębokość 62 metrów w kategorii „stały balast”. Tym samym, osiem lat poprzednim rekordzie Mayola (61 metrów), rozpoczął na nowo rywalizację w tej dziedzinie.

Pipin zaczął ćwiczyć nurkowanie w kategorii „zmienny balast”, trzymając się tym razem reguł, i trzeciego listopada 1989 roku, na Kubie, zanurkował na głębokość 112 metrów, zdobywając tym samym tytuł mistrza świata.

W tym samym roku wprowadzono pewne zmiany. Włoska Federacja Nurkowa (jedna z niewielu światowych federacji, która nadal uznawała rekordy we freedivingu pomimo wyraźnego sprzeciwu CMAS) stworzyła nowe reguły. Zasady nurkowania ze zmiennym balastem nie uległy zmianie, zmieniła się jednak kategoria „stały balast”. Według nowych przepisów podczas zanurzenia nurek mógł używać balastu, którego waga nie przekraczałaby jednej trzeciej ciężaru jego ciała, potem zaś mógł zrzucić balast na dno i wynurzyć się o własnych siłach. Nie zezwolono na używanie balonów lub nadmuchiwanych skafandrów.

Te dwie kategorie, stały i zmienny balast, zostały oficjalnie uznane przez Federację, podczas gdy stara kategoria No Limits czy też absolutny zmienny balast (stara odmiana „zmiennego balastu”, praktykowana przez Mayola i Maiorcę, w której nurek opuszcza się z nieograniczonym balastem i wraca na powierzchnię korzystając z pomocy nadmuchiwanego balonu) nie była oficjalnie uznawana, choć sędziowie CMAS byli obecni podczas prób bicia rekordów w tej właśnie dyscyplinie.

Wracamy więc do historii współzawodnictwa we wszystkich tych kategoriach: w momencie wprowadzenia Messegue był rekordzistą w „stałym balaście” (87 metrów), Maiorca w „zmiennym balaście” (87 metrów), a Pipin w No Limits (112 metrów).

W sierpniu 1990 roku, kilka miesięcy po osiągnięciu 112 metrów i przeprowadzce na Sycylię, Pipin poprawił rekord w kategorii „stały balast” z 62 na 63 metry i w kategorii „zmienny balast” z 87 na 92 metry.

W tym właśnie momencie na scenę wkroczył Umberto Pelizzari. Jedenastego listopada 1990 roku, w wodach Porto Azzuro, ustanowił swój pierwszy rekord świata w kategorii „stały balast”, schodząc dwa metry niżej niż Pipin, na 65 metrów.

Od tego dnia rozpoczęła się wielka rywalizacja między tą dwójką, porównywana do rywalizacji Mayola z Maiorcą sprzed lat. W 1991 roku Pipin nie zdołał pobić rekordu w kategorii „stały balast”, później jednak, szóstego czerwca, ustanowił nowy rekord – 115 metrów – w kategorii No Limits.

W październiku tego samego roku, także w Porto Azzuro, Pelizzari dał Pipinowi zdecydowaną odpowiedź bijąc w ciągu jednego miesiąca rekordy we wszystkich trzech kategoriach: drugiego października osiągnął 67 metrów w „stałym balaście”, 22 października 95 metrów w „zmiennym balaście”, a dwudziestego szóstego 118 metrów w kategorii No Limits.

W maju 1992 roku, na swojej wyspie Varadero, Pipin odebrał Pelizzariemu rekord w jego ulubionej kategorii, „stały balast”, nurkując na głębokość 68 metrów. Rekord ten utrzymał się tylko przez kilka miesięcy: 17 września „Pelo” popłynął dwa metry głębiej – na 70 metrów – podczas Błękitnej Olimpiady w Ustica.

Podczas tej samej imprezy Pipin – który najpierw próbował osiągnąć głębokość 101 metrów w kategorii „zmienny balast”, stracił jednak przytomność podczas wynurzenia – zszedł na 120 metrów w kategorii No Limits (stało się to dwudziestego września 1992 roku). Pipin nie rezygnował też z rywalizacji w „zmiennym balaście” i – porzuciwszy próby zejścia na 101 metrów – pobił dotychczasowy rekord Pelizzariego o jeden metr, osiągając 96 metrów.

Pelizzari odpowiedział jedenastego października w wodach Montecristo, kiedy to, po długim oczekiwaniu na dobrą pogodę, odzyskał tytuł rekordzisty świata w kategorii No Limits, schodząc na 123 metry. Jednakże zaledwie miesiąc później, dwunastego listopada, we Freeport na Bahamach, Pipin zanurkował na głębokość 125 metrów.

Poprawiał własny rekord trzy razy: na Sycylii, w lipcu 1994 roku, wynikiem 126 metrów, na Florydzie w listopadzie tego samego roku, gdy osiągnął 127 metrów, i trzydziestego lipca 1995 roku, ponownie w Syrakuzach – tym razem rekord wyniósł 128 metrów.

Pod koniec 1993 roku grupa francuskich płetwonurków, lekarzy, techników i nurków bezdechowych stworzyła AIDA (International Association for the Develpment of Apnea; Międzynarodowe Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Nurkowania Bezdechowego), którego celem było uregulowanie i standaryzacja światowych rekordów we freedivingu. W tej chwili AIDA stanowi największą światową organizację zajmującą się tym właśnie sportem. Stowarzyszenie rozpoczęło działalność w 1994 roku, a jego przedstawiciele byli obecni przy wszystkich oficjalnych próbach bicia rekordów na światowym poziomie.

Dwudziestego szóstego lipca, w Cala Gonone na Sardynii, Pelizzari dokonał tego, co dwa lata wcześniej nie udało się Pipinowi w Ustica: pobił Kubańczyka o pięć metrów, ustalając nowy rekord w kategorii zmienny balast – 101 metrów. Dwudziestego drugiego lipca następnego roku poprawił własny rekord w tej samej kategorii, nurkując na głębokość 105 metrów.

Sześć dni wcześniej, szesnastego lipca, podczas tej samej imprezy w Villasimius, miejscowości odległej o pięćdziesiąt kilometrów od Cagliari, Pelizzari ustanowił nowy rekord w „stałym balaście” – 72 metry.

Pod koniec września 1995 roku Eric Charrier, trzydziestotrzyletni Korsykanin, próbował zanurkować na głębokość 73 metrów. Jednak podczas wynurzenia miał problemy, które wymagały interwencji grupy wsparcia z powierzchni, co zgodnie z przepisami oznaczało, że rekord nie może zostać oficjalnie uznany. Komunikat prasowy opisujący to wydarzenie głosił: „W chwili wynurzenia na powierzchnię Eric Charrier był nieprzytomny. W ciągu kilku sekund został przeniesiony na pokład łodzi wsparcia, gdzie podano mu tlen. Minutę później odzyskał świadomość”.

Piętnastego grudnia 1995 roku, gdy prezesem CMAS był Achille Ferrero, organizacja ta podjęła zaskakującą decyzję: postanowiła zmienić ustalenia z grudnia 1970 roku i uznać rekordy w nurkowaniu bezdechowym, choć tylko w kategorii „stały balast”.

Była to bardzo ważna decyzja, która wyróżniła najtrudniejszą i najautentyczniejszą spośród wszystkich trzech kategorii freedivingu. Reguły nurkowania ze stałym balastem pozostały niezmienione, a od 1996 roku dyscyplina ta została oficjalnie przywrócona do łask w stu innych krajach należących do CMAS.

W sezonie 1996 do rywalizacji najlepszych nurków dołączyli dwaj kolejni zawodnicy: Włoch Gianluca Genoni, bliski przyjaciel Pelizzariego, a wcześniej również jego safety diver/nurek bezpieczeństwa, który siedemnastego sierpnia ustanowił swój pierwszy rekord świata, schodząc na 106 metrów w kategorii „zmienny balast”, oraz Francuz Michel Oliva (najlepszy nurek z tego kraju startujący w „stałym balaście”), który w październiku wyrównał rekord w kategorii „stały balast” nurkując na głębokość 72 metrów.

Pelizzari skoncentrował się wyłącznie na dwóch kategoriach i w ciągu jednego tygodnia, między dziewiątym i szesnastym września, ustanowił ponownie rekord świata w kategoriach „zmienny balast” (110 metrów) i No Limits (131 metrów). W 1997 roku Genoni poprawił znacznie rekord w „zmiennym balaście”, schodząc na 120 metrów.

W październiku tego samego roku, w Porto Venere, Pelizzari ustanowił nowy rekord w „stałym balaście”, nurkując na głębokość 75 metrów, jednak w następnym roku został zdetronizowany przez Kubańczyka Alejandro Ravelo, który zanurkował o metr głębiej (76 metrów). Rok 1998 należał do Genoniego, który pobił swój własny rekord w kategorii „zmienny balast”, nurkując na 121 metrów, oraz ustalił nowy rekord w No Limits (135 metrów).

Szóstego czerwca 1999 roku nowy francuski zawodnik, Loic Leferme, odebrał Genoniemu tytuł rekordzisty świata w kategorii No Limits, osiągając głębokość 137 metrów. Genoni nie zamierzał się jednak poddawać i pod koniec lata 1999 roku odzyskał tytuł w tej kategorii, nurkując na 138 metrów. Poprawił również swój rekord w „zmiennym balaście” na 122 metry.

Po niemal dwóch latach nieobecności wśród najlepszych nurków świata na scenę powrócił Pelizzari. Pomimo niesprzyjających warunków pogodowych, osiemnastego października ustalił nowy rekord w kategorii „stały balast”, schodząc na 80 metrów, a jeszcze w tym samym tygodniu, jako pierwszy nurek bezdechowy w historii, przekroczył 150 metrów w kategorii No Limits. Pelizzari znów był niekwestionowanym mistrzem świata, mimo że ze względu na złą pogodę musiał zrezygnować z próby bicia rekordu w „zmiennym balaście”. Dwa lata później został rekordzistą także i w tej dyscyplinie: drugiego listopada 2001 roku zanurkował na 131 metrów w wodach Capri. Ustaliwszy ten rekord, Umberto Pelizzari postanowił wycofać się ostatecznie ze współzawodnictwa w nurkowaniu głębinowym na bezdechu.

W ostatnich latach freediving odszedł od mitycznej rywalizacji między Pipinem i Pelizzarim. Młodzi nurkowie bezdechowi zdobywają międzynarodową sławę, dokonując wyczynów na najwyższym poziomie. Patrząc na nazwiska tych nurków, można się przekonać, że freediving rozprzestrzenił się na cały świat. Oprócz wymienionych już wcześniej zawodników, warto wspomnieć o Martinie Stepanku z Czech, Herbercie Nitschu z Austrii, o Wenezuelczyku Carlosie Coste, Francuzie Guillaume Nerym, Włochach Davidzie Carrerze i Alessandro Rignanim Lolli, o Greku Manolisie Yankosie, Pierrze Frolli z Monako i wielu, wielu innych.

Podane powyżej daty i głębokości to zwięzłe streszczenie pięćdziesięciu lat historii: każdy kolejny metr wymagał od zawodników ogromnego wysiłku i skupienia, gdy sięgali coraz głębiej i głębiej w majestatyczną otchłań morza. W czasie tego półwiecza podwodni atleci starali się rozwijać ukryty w człowieku potencjał wodny, do czego nakłaniały ich uwarunkowania kulturowe, ambicja i chęć pokonania własnych ograniczeń. Oraz ich kobiety, naturalnie…

 

NURKOWANIE BEZDECHOWE KOBIET

Historia nurkowania bezdechowego kobiet zaczęła się na początku lat sześćdziesiątych. Dwudziestego szóstego czerwca 1965 roku dwudziestojednoletnia Giuliana „Jolly” Treleani zanurkowała na głębokość 31 metrów, poprawiając o metr poprzedni rekord ustalony rok wcześniej przez Hedy Roessler, która z kolei pobiła wcześniej rekord Franceski Trombi (25 metrów).

Kilka miesięcy później, na Bahamach, Angielka Evelyn Petterson zanurkowała na 33 metry, Giuliana odzyskała jednak tytuł dwudziestego czwartego lipca 1966 roku, w Eolie, gdzie zeszła na głębokość 35 metrów. Petterson odpowiedziała nurkowaniem na 38 metrów, ponownie na Bahamach. Giuliana pojechała na Kubę z Enzo Maiorcą i osiągnęła tam głębokość 45 metrów. Wszystkie te rekordy dotyczą kategorii „zmienny balast”, lecz w tym samym czasie, na Kubie, siostra Treleani, Maria, zeszła na 31 metrów w kategorii „stały balast”.

Siostry Maiorca, córki Enzo, pojawiły się na scenie w 1978 roku, kiedy Patrizia od razu ustaliła nowy rekord w kategorii „stały balast”. Następnego roku dogoniła ją Rossana - obie zanurkowały wtedy na 40 metrów.

W 1980 roku Patrizia przestała na jakiś czas nurkować ze względu na ciążę, lecz jej siostra Rosanna dotarła do 45 metrów. Potem nastąpiło sześć lat ciszy, aż w 1986 roku Rossana wzięła wraz ze swym ojcem udział w Operacji Pitagoras, serii eksperymentalnych nurkowań w wodach Crotone. Właśnie wtedy ustaliła nowy rekord w kategorii „zmienny balast”, wynoszący 69 metrów.

W 1987 roku siostry Maiorca powróciły na wody Syrakuz: Patrycja pobiła o metr rekord swej siostry w „zmiennym balaście”, schodząc na 70 metrów, Rossana zaś przekroczyła o pięć metrów rekord Patrizi w kategorii „stały balast”. W 1988, także w Syrakuzach, podczas Operacji Aretuza, Patrizia ponownie zanurkowała na 70 metrów, a Rosanna dotarła dziesięć metrów głębiej.

Rok później Angelo Bandini, dwudziestoośmioletnia uczennica Mayola z Rimini, pobiła na głowę wszystkich, łącznie z mężczyznami, osiągając głębokość 107 metrów w kategorii No Limits.

Od 1990 do 1993 roku królowała Rossana Maiorca, która poświęciła się nurkowaniu wyłącznie w kategorii „stały balast” i osiągnęła rekordową głębokość 59 metrów, bijąc tym samym nawet rekord życiowy jej ojca, Enzo. W następnym roku postanowiła zrezygnować z czynnego współzawodnictwa, by poświęcić się rodzinie.

W tym momencie na światowej scenie kobiecego nurkowania bezdechowego nie było już włoskich bohaterek. Nową królową została Kubanka Deborah Andollo, była mistrzyni w pływaniu synchronicznym, która przez dwanaście lat występowała w reprezentacji Kuby. W krótkim czasie stała się także prawdziwą mistrzynią freedivingu, osiągając głębokość 67 metrów w „stałym balaście”, 95 metrów w „zmiennym balaście” i 115 metrów w No Limits.

We wrześniu 1998 roku, na Sardynii, do grona najgłębiej nurkujących kobiet świata dołączyła Tanya Streeter, która zeszła na głębokość 67 metrów w kategorii „stały balast”. Tanya jest obywatelką Anglii i Stanów Zjednoczonych, a mieszka na Kajmanach, gdzie trenuje przez cały rok. Specjalizuje się w najtrudniejszej i najczystszej kategorii, czyli w „stałym balaście”; jej rekord życiowy w tej właśnie kategorii wynosi 70 metrów.

Europę godnie reprezentuje młoda Turczynka Yasmin Dalikilic, dysponująca potencjałem, który w przyszłości pozwoli jej pokonać zarówno Andollo w „zmiennym balaście” jak i Streeter w „stałym balaście”. Uważa się powszechnie, że Yasmin, Kanadyjka Mandy Rae Cruickshank oraz Amerykanka Annabel Briseno to atletki, które w przyszłości zdominują nurkowanie bezdechowe kobiet.

 

(fragment książki „Podręcznik freedivingu” autorstwa Umberto Pelizzariego i Stefano Tovaglieriego, której polską edycję przygotowuje nasz WIELKI BŁĘKIT)

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »